PODRÓŻ JEST WE MNIE | TRAVEL IS INSIDE ME
Dodane przez MasterZMC dnia 02.02.2012 19:34
Dokonałem całkiem niedawno niezwykłego odkrycia...
Rozszerzona zawartość newsa

Dokonałem całkiem niedawno niezwykłego odkrycia. Ale po kolei. Moja mama, gdy chodziła do szkoły, co roku jeździła na wycieczki, a w wakacje dodatkowo na kolonie i obozy. Dzięki temu zwiedziła wiele miejsc w Polsce. Była w Świnoujściu, Gdańsku, Giżycku, Zakopanem. Najdalej na zachód była w Opolu i Nysie, a nigdy we Wrocławiu, Zielonej Górze i Poznaniu.

Za komuny dzieci mogły jeździć na bezpłatne kolonie i obozy, które organizowane lub opłacane były przez zakłady pracy, gdzie zarobkowali ich rodzice. Za „moich czasów” było tego mniej.

W podstawówce byłem w Łańcucie, Kazimierzu Dolnym i Pieninach, w gimnazjum w Zwierzyńcu, w seminarium w Górecku Kościelnym, na Suwałkach i w Bieszczadach, a na studiach w Krakowie, Oświęcimiu i Ostrawie. W liceum nie pojechałem do Częstochowy. Tak więc niewiele zwiedziłem.


Wycieczka w Łańcucie, 1993 r. Miałem 7 lat.

A niedawno zdałem sobie sprawę, że jest we mnie wielkie pragnienie podróży… Zaczęło to się objawiać już na drugim roku studiów, kiedy żałowałem, że nie doszło do wycieczki Austria – Budapeszt. Za to rok później nie było już siły, żeby mnie powstrzymać. Nie miałem jeszcze napisanej pracy licencjackiej, a mimo to pojechałem.

Ale podróż była we mnie o wiele wcześniej. W gimnazjum namiętnie słuchałem muzyki De Mono. Oprócz piosenek powszechnie znanych, przypadła mi do gustu „Pierwsza podróż” z płyty „Play”.



Przyszedł wreszcie na to czas
Byś wyruszył w wielki świat
I odnalazł swą drogę
Znajdziesz wiele pięknych wysp
Lecz cierpliwy musisz być
Nikt Ci w tym nie pomoże

Masz przed sobą wiele lat
By dla siebie odkryć świat
Dom zbudować na skale
Żebyś dotarł tam gdzie chcesz
Musisz swych wartości strzec
Swoje prawdy odnaleźć

Ref. Płyń w swój pierwszy rejs
W nieznany świat
Przez radość i przez gniew
Płyń w swój wielki rejs
Bez zbędnych map
Przez smutek i przez śmiech

Słuchając tego utworu na wieży ojca, przypominałem sobie, jak grałem z kolegami w piłkę na tzw. strzelnicy niedaleko zamojskiego zalewu. Było wtedy lato przed południem. Widziałem też, jak jadę na rowerze obok mojej Szkoły Podstawowej nr 10, z rozłożonymi rękami. A to wszystko „w tym samym słońcu jak we śnie przystało”, jak pisał Leśmian. Dobre, nieskalane dzieciństwo i piękne marzenia. Nie śpieszyło mi się w dorosłe życie, chciałem, żeby to płynęło powoli jak ta piosenka.

Na zajęciach z literatury powszechnej u prof. Anny Szczepan-Wojnarskiej omawialiśmy opowiadanie Czechowa „Nieciekawa historia”. Powiedziałem wtedy, że życie głównego bohatera i narratora nie jest ciekawe. Pani profesor uśmiechnęła się i spytała: A jakie życie jest ciekawe? Wtedy powiedziałem, a może tylko pomyślałem: Życie podróżników.

Moje obecne odkrycie zasadza się też na tekstach. W ramach cyklu „Ludzie z pasją”, który prowadziłem w „Gazecie Zamojskiej” przybliżyłem postać dziewczyny ze szkoły muzycznej, Eweliny Manaj. Artykuł nosi tytuł „Muzyka jest światem” i zaczyna się tak: Życie to wybory. One decydują o tym, jak będzie wyglądać nasza historia. Niekiedy podjęte bardzo wcześnie prowadzą na nowe tory i zabierają w pasjonującą podróż. Kiedyś w taką podróż wyruszyła Ewelina Manaj.

Rok później w gazecie „Skafander” piszę artykuł o artyście-plastyku ze Skierbieszowa, Dariuszu Piekucie i nadaję mu tytuł… „Podróż artysty”. Na początku tekstu czytamy: Już blisko 30 lat trwa twórcza podróż Dariusza Piekuta kreślona piórem i pędzlem. Podróż, w której wędrujemy wraz z nim po dziwnych miejscach, wielkich labiryntach, przestrzeniach wyglądających na opustoszałe miasta. Artykuł kończy się następująco: Dariusz Piekut szuka ciągle nowych inspiracji i, jak sam przyznaje, czuje, że jeszcze nie namalował najlepszego swojego obrazu. I to poczucie motywuje go do dalszego tworzenia, do dalszej podróży.

Wykorzystanie tej samej metafory podróży w odniesieniu do różnych osób dostrzegłem niedawno. A więc pisałem o podróży, nie będąc tego świadomym. Mało tego, nawet we śnie zapytano o to, co chciałbym jeszcze zrobić, odpowiadam, że uczyć się angielskiego i podróżować (zob. Kraków do snu).


Zwycięzca w konkursie opowiadania dowcipów. Wycieczka w Pieninach

Jest to gdzieś głęboko we mnie. Pewnie dlatego nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam „Jadąc do Babadag” i inne książki Stasiuka… A spacerując samotnie po samotnej Warszawie, myślę o wyjeździe gdzieś daleko w inny świat (zob. Osiemset trzy). Zaszczepiony przez Coelho pielgrzymką do Santiago de Compostela, uznaję to za szczyt marzeń.

Perła zdradziła mi, że jak była mała, lubiła przeglądać pismo podróżnicze, które w dodatku miało miłą w dotyku matową okładkę. To tam zobaczyła jedną z budowli Gaudiego. Nie wiedziała wtedy, kim jest Gaudi, ani gdzie jest ta budowla, ale pomyślała sobie wtedy, że kiedyś tam pojedzie. Życie toczyło się swoim rytmem, ale miała to marzenie gdzieś z tyłu głowy. Wiele lat później, gdy była już dorosła, stanęła przed tym budynkiem w Barcelonie i to było niesamowite uczucie.
Nie ma nic wspanialszego od spełniania swoich marzeń – powiedziała. – To nic, Mateusz, że dopiero teraz to w sobie odkryłeś. Nasze pragnienia w ciągu życia też się zmieniają i może właśnie teraz zacząłeś o tym myśleć.

Wiceprezydent Zamościa, Tomasz Kossowski, zapytany o największe marzenie, odpowiedział: Postawić stopę na każdym kontynencie.

Ja też już wiem, czego pragnę.




Przeczytaj też | Also read:
Przeczucie strzelca | Expectation of sagittarius
De Mono
Muzyka jest światem | Music is the whole world
Podróż artysty | Travel of artist
Kraków do snu | Cracow in a dream
Osiemset trzy | Eight hundred three
Wycieczka studencka: Kraków – Oświęcim – Ostrawa – Solina (2010) | Student’s trip: Cracow – Auschwitz – Ostrava – Solina (2010)
Niezwykłe odkrycie | Amazing discovery
„Sny są po to, by je śnić” | „Dreams are only to be dreamed”
Droga życia | The way of life