PAULO COELHO – BYĆ JAK PŁYNĄCA RZEKA. MYŚLI I IMPRESJE 1998–2005 | LIKE THE FLOWING RIVER: STORIES, 1998–2005 (2006)
Dodane przez MasterZMC dnia 09.01.2012 19:36

CZŁOWIEK, KTÓRY WIERZYŁ W SWOJE SNY

Urodziłem się w szpitalu św. Józefa w Rio de Janeiro. Poród był skomplikowany i moja matka oddała mnie pod opiekę temu świętemu, by mnie wspierał. Józef stał się dla mnie stałym punktem odniesienia, a od 1987 roku, od czasu mojej pielgrzymki do Santiago de Compostella, co roku 19 marca wyprawiam przyjęcie na jego cześć. Zapraszam przyjaciół, ludzi pracowitych i uczciwych, i przed kolacją wspólnie modlimy się za wszystkich, którzy starają się godnie wykonywać swoją pracę. Także za bezrobotnych, pozbawionych perspektyw na przyszłość.

W kilku słowach poprzedzających modlitwę zwykle przypominam o tym, że słowo „sen” pojawia się w Nowym Testamencie pięć razy, z czego cztery w odniesieniu do Józefa cieśli. Za każdym razem anioł przekonuje go, by zrobił coś zupełnie innego niż to, co zamierzał. Anioł nakłania go, by nie opuszczał żony, która jest w ciąży. Mógł przecież powiedzieć: „Co sobie pomyślą sąsiedzi?”. Jednak Józef wraca do domu, dając wiarę słowu objawionemu.

Anioł wysyła go do Egiptu. Mógł odpowiedzieć: „Ależ ja tu pracuję, jestem cieślą, mam stałą klientelę, nie mogę wszystkiego tak po prostu zostawić”. Jednak pakuje rzeczy i wyjeżdża w nieznane.

Anioł prosi go, by wrócił z Egiptu. Józef mógł znów pomyśleć: „Czy muszę zrobić to właśnie teraz, kiedy udało mi się uporządkować moje życie i mam na utrzymaniu rodzinę?”.

Na przekór zdrowemu rozsądkowi Józef robi to, co mu się śniło. Wie, że musi wypełnić zadanie, które stoi przed każdym człowiekiem na ziemi – musi utrzymać rodzinę. Podobnie jak miliony anonimowych Józefów stara się sprostać tej roli, nawet jeśli każe mu się robić rzeczy, których nie pojmuje.

Później zarówno jego żona, jak i syn staną się wielkimi symbolami chrześcijaństwa. Robotnika, trzeci filar rodziny, przypomina się w bożonarodzeniowych szopkach. Pamiętają o nim także ludzie otaczający go specjalną czcią, tacy jak ja czy Leonardo Boff, autor książki o cieśli, do której napisałem wstęp.

Poniżej przytaczam fragment tekstu autorstwa Carlosa Heitora Cony'ego (mam nadzieję, że to rzeczywiście jego tekst, ponieważ znalazłem go w Internecie!):
„Nagle wszyscy się dziwią, że choć jako agnostyk nie akceptuję idei Boga w znaczeniu filozoficznym, moralnym czy religijnym, to uznaję niektórych świętych z naszego ludowego kalendarza. Bóg jest pojęciem, bytem zbyt odległym, zarówno ze względu na moje możliwości, jak i potrzeby. Natomiast święci mają swój ziemski wymiar, ulepieni byli z tej samej gliny co ja i należy im się coś więcej niż podziw.
Jednym z nich jest święty Józef. Ewangelia nie przytacza ani jednego słowa, które by wypowiedział, ale są gesty i wyraźne określenie: vir iustus, mąż sprawiedliwy. Ponieważ słowa te dotyczyły cieśli, a nie sędziego, można wnioskować, że Józef był przede wszystkim dobrym człowiekiem. Był dobrym cieślą, dobrym mężem i dobrym ojcem dla chłopca, który w przyszłości podzielił historię świata”.

To piękne słowa Cony'ego. Często czytam brednie w rodzaju: „Jezus udał się do Indii, by pobierać nauki od mistrzów w Himalajach”. Myślę, że każdy człowiek może uświęcić zadanie, jakie mu powierza życie. Jezus uczył się od Józefa, człowieka sprawiedliwego, który pokazywał mu, jak się robi stoły, krzesła, łóżka.

Często wyobrażam sobie, że stół, przy którym Jezus przemienił chleb i wino, był dziełem Józefa, anonimowego stolarza, który w pocie czoła zarabiał na życie i dzięki niemu mogły objawić się wszystkie te cuda.


............................................................................................................................................

MOJA ZAPOMNIANA MODLITWA

Trzy tygodnie temu szedłem ulicą Sao Paulo i spotkałem Edinha, mojego starego znajomego, który wręczył mi broszurkę zatytułowaną Instante Sagrado (święta chwila – przyp. red.). Wydrukowana w czterech kolorach, na świetnym papierze, nie głosiła nauki żadnego kościoła, żadnej religii, była to zwyczajna modlitwa.

Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem nazwisko jej autora – MOJE nazwisko! Została opublikowana na początku lat osiemdziesiątych na obwolucie tomiku poezji. Nie przypuszczałem, że wytrzyma próbę czasu i że wróci do moich rąk w tak dziwny sposób. Jednak kiedy ją znów przeczytałem, uznałem, że nie mam się czego wstydzić. Ponieważ jestem jej autorem i wierzę w znaki, postanowiłem ją przytoczyć w całości. Mam nadzieję, że skłoni was, drodzy czytelnicy, do napisania własnej modlitwy, w której według swego uznania poprosicie o łaski dla siebie i innych. W ten sposób wprawiamy nasze serca w pozytywne wibracje, którymi możemy zarazić wszystko, co nas otacza.

A oto modlitwa:

Panie Boże, chroń nasze wątpliwości, bo zwątpienie jest rodzajem modlitwy. To ono pozwala nam dorastać, zmusza, byśmy bez strachu szukali różnych odpowiedzi na to samo pytanie. By tak się stało,

Panie, chroń nasze postanowienia, bo postanowienie jest rodzajem modlitwy. Daj nam odwagę, byśmy rozumiejąc nasze wątpliwości, umieli wybrać odpowiednią drogę. Aby nasze TAK zawsze znaczyło TAK, a nasze NIE zawsze oznaczało NIE. Byśmy, obrawszy daną drogę, nigdy nie patrzyli wstecz oraz by nasza dusza nie dała się zniszczyć poczuciu winy. By tak się stało,

Panie, chroń nasze działania, bo działanie jest rodzajem modlitwy. Spraw, by nasz chleb codzienny stał się najlepszym owocem tego, co nosimy w sobie. Byśmy mogli przez pracę i działanie podzielić się choć odrobiną miłości, którą otrzymujemy. By tak się stało,

Panie, chroń nasze marzenia, bo marzenie jest rodzajem modlitwy. Spraw, byśmy niezależnie od wieku i okoliczności potrafili podtrzymać w sercu święty płomień nadziei i wytrwałości. By tak się stało,

Panie, podtrzymuj w nas zapał, bo zapał jest rodzajem modlitwy. To on wiąże nas z niebem i ziemią, z dorosłym i z dzieckiem, pokazując, jak ważna jest pasja, i że warto się jej poświęcać. By tak się stało,

Panie, chroń nas, bo życie jest jedynym sposobem, byśmy mogli zaświadczyć o Twym cudzie. Że ziemia wciąż zmienia ziarno w mąkę, a my przemieniamy mąkę w chleb. A to możliwe jest tylko dzięki miłości. Dlatego nigdy nas nie opuszczaj. Bądź zawsze blisko i daj nam szansę przebywać z ludźmi wątpiącymi, którzy działają, mają marzenia, zapał i żyją, poświęcając każdy nowy dzień Twej chwale.

Amen.


Zobacz podobne:
Modlitwa smutnego człowieka | A pray of a sad man
Niedokończone | Unfinished talks

............................................................................................................................................

BYĆ OTWARTYM NA MIŁOŚĆ

Są chwile, kiedy bardzo chcemy pomóc ukochanej osobie, ale nie możemy nic zrobić. Bywa, że okoliczności nie pozwalają, byśmy się do siebie zbliżyli, albo osoba zamyka się na wszelkie próby wsparcia i pomocy.

Wtedy pozostaje tylko miłość. Kiedy wszystko zawodzi, możemy jeszcze kochać – nie oczekując odwzajemnienia, zmian, podziękowań.

Jeśli potrafimy zachować się w ten sposób, energia miłości zaczyna zmieniać otaczający nas świat. Z chwilą gdy ta energia powstanie, może wiele zdziałać. „Człowieka nie zmienia czas. Człowieka nie zmienia siła woli. Zmienia go miłość” – mówi Henry Drummond.

Przeczytałem w gazecie o dziecku z Brasilii, które zostało brutalnie pobite przez rodziców. Na skutek urazów było sparaliżowane i straciło mowę. Przyjęto je do szpitala Base. Opiekowała się nim pewna pielęgniarka, która codziennie powtarzała: „Kocham cię”, choć lekarze zapewniali, że dziecko nie słyszy i kobieta niepotrzebnie się trudzi. Mimo to pielęgniarka wciąż mówiła: „Kocham cię, pamiętaj”.

Po trzech tygodniach dziecko zaczęło się ruszać. Cztery tygodnie później mówiło i uśmiechało się. Pielęgniarka nie udzieliła żadnego wywiadu, gazeta nie podała jej nazwiska, ale niech ten tekst będzie dowodem i przypomnieniem, że miłość leczy.

Miłość zmienia, miłość uzdrawia. Czasem jednak tworzy śmiertelne zasadzki i niszczy osobę, która postanowiła się poświęcić. Cóż to za skomplikowane uczucie, które tak naprawdę jest jedynym powodem, dla którego żyjemy, walczymy, staramy się być lepsi?

Próba jej zdefiniowania byłaby naiwnością, gdyż tak jak większość ludzi jestem w stanie jedynie ją odczuwać. Tysiące napisanych książek, wystawionych sztuk, nakręconych filmów, zrymowanych wierszy, wyciosanych z drewna i marmuru rzeźb – wszystko, co stworzył artysta, odzwierciedla wyobrażenie o uczuciu, nigdy samo uczucie.

Ja jednak nauczyłem się zauważać je w małych rzeczach, wiem, że objawia się w najmniej istotnych gestach. Dlatego trzeba zawsze pamiętać o miłości, zarówno wtedy, gdy działamy, jak i wówczas, gdy nie robimy nic.

Chwycić za słuchawkę i wypowiedzieć czułe słowo, którego dotąd nie byliśmy w stanie z siebie wydusić. Otworzyć drzwi i wpuścić kogoś, kto potrzebuje naszej pomocy. Przyjąć propozycję pracy. Rzucić pracę. Podjąć decyzję, którą odkładaliśmy na później. Przeprosić za popełniony błąd, który nie daje nam spać. Domagać się prawa, które nam przysługuje. Wyrobić sobie kartę stałego klienta w kwiaciarni, bo jest ważniejsza od jubilera. Słuchać głośno muzyki, gdy ukochana osoba jest daleko, przyciszyć ją, gdy jest blisko. Umieć powiedzieć „tak” i „nie”, gdyż miłość radzi sobie z każdym ludzkim stanem. Znaleźć sport do uprawiania we dwoje. Nie wierzyć w szczególne rady, nawet zawarte w tym tekście, ponieważ w miłości trzeba być twórczym.

Gdy jednak żadna z tych rzeczy nie jest możliwa, pozostaje samotność. Warto więc zapamiętać historię, którą opowiedział mi w liście pewien czytelnik.

Róża dzień i noc marzyła o tym, by zaprzyjaźnić się z pszczołami, ale żadna nie chciała usiąść na jej płatkach.

Mimo to róża nie przestała marzyć. W długie noce wyobrażała sobie, że niebo zapełnia się rojem pszczół, które przylatują, by ją czule ucałować. Dzięki temu mogła dotrwać do następnego dnia, gdy otwierała się na pierwsze promienie słońca.
Pewnej nocy księżyc, widząc jej samotność, zapytał:
– Nie męczy cię to czekanie?
– Trochę. Ale nie mogę się poddawać.
– Dlaczego?
– Jeśli nie rozwinę płatków, zwiędnę.
W chwilach gdy samotność zdaje się niszczyć wszechobecne piękno, jedyne, co nam pozostaje, to otworzyć się na nie.


Zobacz podobne:
To, co dajesz, pozostaje twoje na zawsze
Czas teraz zrozumieć | It’s time to understand now