LESIAK JANINA – Piękne oczy mojej dziewczyny
Dodane przez MasterZMC dnia 06.11.2011 18:39

Obudziłem się pod Kutnem. Pociąg szarpnął i zasłonił brudny peron mleczną parą. W przedziale było duszno, choć podróżowaliśmy tylko we troje: starszy pan w wojskowej kurtce, ona i ja.

Wydawała mi się mała i strasznie mizerna. Nie zdjęła czapki, więc nie wiedziałem jakie ma włosy, ale w ogóle nie było na co patrzeć. Sztruksowe spodnie i granatowa bluzka okrywały biodra chudej dziewczyny i drobne ramiona. Lubię kobiety zdecydowanie kobiece, więc kiedy muszę się domyślać, czy laska ma piersi, moje zainteresowanie słabnie. Więc przespałem kilka godzin wspólnej podróży, czego sobie nie wybaczę do końca życia.

Otwierałem butelkę coli i oczywiście gazowana piana wystrzeliła z szumem wodospadu. Wtedy otworzyła oczy.

Boże! Nigdy w życiu nie widziałem czegoś podobnego. Moje narzeczone miały oczy migdałowe, okrągłe, dobre, złe, wąskie i piękne. Ale takich nie miała żadna.

Były szare jak dym. Jak spłowiałe od słońca chabry, jak niebo, które zapowiada burzę… W szarości tęczówek rysowały się wyraźnie ciemne kreski, a nad nimi drżały nieprawdopodobnie długie rzęsy! Te oczy były przezroczyste jak woda w nurcie rzeki i tak samo żywe.

Poza tym – nic nadzwyczajnego. Blada, szczupła twarz i małe usta, a ja lubię murzyńskie, szerokie i wywinięte.

Wyjąkałem, że przepraszam i wyszarpnąłem z kieszeni paczkę chusteczek higienicznych, żeby powycierać plamy coli, ale ona tylko machnęła ręką. Owinęła się kurtką, skuliła i prawie jej nie było.

Pociąg zwalniał, potem przyspieszał i można było znowu spać do samej Warszawy.

Ale gdzie tam! Niedługo skończę trzydzieści lat, a nigdy nie przeżyłem podobnego zachwytu. Kochałem wiele kobiet i wszystkie były niepospolite, ale ta mała, chudziutka dziewczyna po prostu prześwietliła mnie swoimi oczami, sfotografowała i zamknęła pod powiekami. Wiedziałem, że nie ucieknę, że wpadłem na amen!

Pociąg leciał jak błyskawica. To znaczy – wlókł się jak zwykle, ale moje życie skurczyło się teraz do minut i kilometrów.

Nie mogę jej wypuścić – kombinowałem – muszę coś zrobić, dowiedzieć się, gdzie mieszka, jak ma na imię, no, wszystkiego…

Nigdy nie miałem problemów z nawiązywaniem znajomości. Mówiłem po prostu: „cześć, jestem Szymon, podobasz mi się, mam nadzieję, że mogę liczyć na wzajemność…”.

Potem to trwało jakiś czas i zostawały miłe wspomnienia. Zawsze bardzo się starałem, żeby takie były!

Nagle to chuchro w idiotycznej włóczkowej czapce sprawiło, że zaniemówiłem. Patrzyłem na wąskie ręce i myślałem, że nie da sobie rady z ciężką torbą, więc może tu jest szansa. Ale torba była własnością trzeciego pasażera, ona miała nieduży plecak.

Może pomogę jej zejść z wysokich, pociągowych stopni? – podtrzymam, potem zapytam, gdzie ją odprowadzić?

Jednak takie piórko sfrunie na peron i nawet się nie obejrzy. Zresztą, pewnie ktoś na nią czeka i wszystko na nic.

Myśl o tym, że zobaczę, jak obejmuje jakiegoś faceta na powitanie, może nawet go całuje, była tak okropna, że prawie zabrakło mi tchu. Kpiłem z zakochanych od pierwszego wejrzenia, no i mnie dopadło! Mogła mieć troje nieślubnych dzieci i wyrok w zawieszeniu, nic mnie to nie obchodziło. Raz spojrzała i… zwariowałem.

Jestem poważnym facetem z dyplomem poważnej uczelni. Zajmuję się poważnymi sprawami, a romansów i przelotnych miłości nigdy poważnie nie traktowałem. Czy mogłem przypuszczać, że i mnie dopadnie?

Dojeżdżaliśmy do Warszawy Zachodniej. Ona wysunęła się spod kurtki, spojrzała na zegarek i jakby się nagle zdecydowała. Chwyciła plecak i wyraźnie zbierała się do wyjścia.

Zupełnie mnie sparaliżowało. Nic nie mogłem zrobić; wyjąkałem tylko: – Przepraszam, jak pani ma na imię?

Znowu na mnie spojrzała swoimi nieprawdopodobnymi oczami. Były jeszcze piękniejsze w świetle. Nadal szare, ale już z błękitnym odcieniem, jak na skrzydłach gołębia.
– Ewa – powiedziała – mam na imię Ewa.
– Niech pan ją goni – pasażer w wojskowej kurtce jakby wyczuł, co się dzieje. Może kiedyś też pozwolił odejść swojej miłości i dlatego wszystko zrozumiał?

Ale ja zostałem w pociągu i dojechałem tam, gdzie powinienem. Załatwiłem to, co miałem załatwić, bo takie jest życie.

Tylko nie mogę zapomnieć.

Ona miała na imię Ewa i małą zmarszczkę między brwiami. Na serdecznym palcu pierścionek z turkusem. Czapkę w kolorze bzu.

I najcudowniejsze oczy na świecie.

Może się odezwie? Jeżdżę tym pociągiem przynajmniej raz w miesiącu. Będę wybierał pierwszy przedział w trzecim wagonie za lokomotywą i będę czekał. Podobno trzeba mieć nadzieję…




Zobacz też:
Kairos
Musisz tańczyć jak derwisz!